Na naszą podróż poślubną rozważaliśmy kilka kierunków. Wybór niektórych z nich, pokrzyżowały nam ograniczenia związane z Covid-19. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Tunezję, do której na przełomie września i października nie było problemu, aby się dostać. Trzeba było mieć maseczki podczas lotu a na miejscu głównie w taksówkach i obiektach zamkniętych, lecz mimo to rewelacyjnie spędziliśmy 10 dni.
Naszym miejscem wypadowym był Hammamet. Hotel był położony idealnie, między starą a nową mediną. Dzięki temu mogliśmy na pieszo, idąc kilka kilometrów plażą w jedną, jak i drugą stronę poznać je obie. Bardzo się one od siebie różniły. W pierwszej można było poczuć, jak żyją lokalni mieszkańcy, trochę jakby przenieść się w czasie, w drugiej czuć było świeżość i nowoczesność. Obie były warte odwiedzenia, jednak szczególnie urzekł nas Stary Hammamet. Będąc tam, nie żałujcie kilku dinarów i koniecznie wejdźcie na stary Fort. Roztacza się z niego przepiękny widok, najładniejszy w Tunezji. Na dole, w kawiarni, przy rozbijających się falach Morza Śródziemnego warto odbyć klimatyczny lunch, czy po prostu napić się tamtejszej tradycyjnej herbaty i odetchnąć pełną piersią.
Większość czasu zagospodarowaliśmy sobie sami, ale skorzystaliśmy również ze zorganizowanych wycieczek. Uważam, że opłacały się one finansowo i pozwoliły nam się zrelaksować jak na podróż poślubną przystało. Nie musieliśmy martwić się o transport, logistykę oraz dowiedzieliśmy się wielu ciekawych informacji bezpośrednio od lokalnego przewodnika, który mówił również w naszym języku. Pierwsza wycieczka była do Tunisu, stolicy Tunezji. Druga, dwudniowa na Saharę. Podczas pierwszej z nich do gustu przypadło nam tzw. Tunezyjskie „Santorini”, czyli miasteczko Sidi Bou Said, które wyróżnia się andaluzyjskim stylem Była też chwila na zwiedzanie stolicy, a także Muzeum Bardo, gdzie podziwiać mogliśmy wiele dzieł sztuki, w tym największą na świecie mozaikę. Podczas drugiej wycieczki, podziwialiśmy krajobrazy trzech rodzajów pustyni: skalistej, piaszczystej oraz solnej, która była dla mnie nowością. Odwiedziliśmy Berberów, rdzennych mieszkańców Tunezji, którzy do dziś mieszkają w jaskiniach. Wśród atrakcji była również przejażdżka quadem, podróż w siodle na dromaderach, a także podnosząca adrenalinę jazda jeepami po wzgórzach i wydmach, zakończona zwiedzaniem miasteczka, w którym kręcono „Star Wars”. Ponadto nasza wyprawa prowadziła przez niesamowite góry Atlas Spróbowaliśmy również swoich sił, jako zbieracze daktyli w przepięknej oazie palmowej
Podczas wypraw przewodnik opowiadał nam wiele ciekawostek z życia codziennego w Tunezji. Przybliżył nam bardzo ciekawą i wielowątkową historię swojego kraju, kulturę oraz kwestie poszanowania praw kobiet. Czuliśmy się tam bezpiecznie. Handlarze niestety jak to w Afryce bywali zbyt natarczywi, należy się targować.
Pandemia z niesamowitą siłą uderzyła w tej krajPodczas naszego pobytu była znikoma liczba turystów na ulicach i w hotelach. Dawało nam to pewną swobodę i komfort, jednak tubylcom zwiastowało, nastanie biednych czasów. Tunezja w większości utrzymuje się z turystyki, pozostała jej część z rolnictwa, lecz ono też jest ściśle związane z turystyką, z zapotrzebowaniem hoteli w owoce, warzywa itp. Zarabiają przez jeden sezon na pozostałą część roku. Przy takiej ilości turystów będą mieć duże problemy, aby wyżyć do następnego sezonu.
Tunezja okazała się niezwykle interesującym krajem, co sprawiło, że aparat w moich rękach praktycznie nie stygł. Nasza podróż poślubna była dla nas zdecydowanie udanym przeżyciem Wspomnienia i pozytywne emocje z nią związane, pozostaną z nami na długo.





