W Stanach Zjednoczonych przejechałam samochodem ok 4 tysięcy mil, część Oregonu, Kalifornii, Nevady i Arizony. Spędziłam w nich łącznie trzy miesiące, w ciągu dwóch pobytów (2002 r. i 2015 r.).
Zrobiły one na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Głównie ze względu na swą różnorodność krajobrazu, jak i stylu życia ludzi, a jednocześnie umiejętność życia z sobą w zgodzie.
Urzekła mnie ich pogoda ducha. Ludzie są dla siebie bardzo serdeczni. Np. wchodząc, do pierwszego lepszego sklepu usłyszymy od uśmiechniętego od ucha do ucha, sprzedawcy „How are you?” Amerykanie odpowiedzą, również z uśmiechem „I am fine, thank’s, and you?” I to wszystko nawet się nie znając! Na tamtejszych bilbordach czy w reklamach zwykle zobaczymy postać z tak zwanym już na całym świecie „hollywood smile”.
Nasi rodacy często odbierają to jako sztuczne zachowanie. Może i tak jest jednak czy to coś złego? Spójrzmy na to z innej strony. Australijscy naukowcy na podstawie badań, stwierdzili, że uśmiech, nawet sztuczne ułożenie mięśni w ten sposób puszcza sygnał do mózgu, że jesteśmy zadowoleni, co może poprawić nasz nastrój! A częste praktykowanie tego, nawet jako ćwiczenie, może polepszyć nasze zdrowie psychiczne.
Podoba mi się to podejście, praktykując to, tylko zyskujemy. Także uśmiechajmy się, szeroko i często dla dobra swojego i innych
Ja już sprawdziłam, to działa
PS na zdjęciu jestem na moście Łukowym Bixby Creek Bridge
w Kalifornii. Według mnie jest on dużo ładniejszy, z lepszym widokiem niż oklepany i wiecznie zamglony Golden Bridge





